Dr Fish albo radź sobie sama

Ciepło i bez deszczu! To będzie piękny weekend! Aż wsunę na nogi japonki!

Eeeeeee… Moje stopy…

Może lepiej nie…

Sobotnia lektura Wysokich Obcasów plus kawa. Czytam:

W Ameryce zagrożone utratą pracy pedikiurzystki wypowiedziały wojnę… rybkom.

Wyobraźcie sobie, że maleńkie rybki Garra rufa obgryzają martwy naskórek. Robią to delikatnie i są przy tym bardzo pracowite. I drogie. Rybki robią furorę w USA (i nie tylko). W Turcji leczy się nimi choroby skóry, np. łuszczycę.

Z usług rybek można skorzystać także w ich naturalnym środowisku. Jeśli nie macie jeszcze planów na wakacje, polecam Jukatan. Bilet do Meksyku trochę kosztuje, ale zabieg w cenote jest wtedy gratis. W salonach SPA zabieg dr Fish kosztuje 35 $ za 30 minut. 125$ z masażem, malowaniem itd.

Niestety, jak większość z Was nie posiadam takich rybek na własność, na Jukatan się nie wybieram, a japonki czekają.

Potrzebna jest godzina, żeby doprowadzić stopy do porządku. Co jeszcze?

Składniki:

1 kubek kawy

1 gazeta lub książka

miska z ciepłą wodą

1/4 szklanki soli

2 łyżki cukru brązowego

2 łyżki oliwy z oliwek

ręcznik

bawełniane skarpetki

Sposób przygotowania:

Miska+woda+ wszystko co nam potrzebne musimy sobie przygotować, żeby potem nie biegać z mokrymi stopami po mieszkaniu. To dość niebezpieczne. Wiadomo. Sól wsypujemy do wody, wkładamy do miski 1 nogę i zabieramy się za lekturę. Popijamy kawę. 20 minut – tyle czasu lubią moje nogi posiedzieć w wodzie z solą. Po 20 minutach wyciągamy jedną nogę z miski i wkładamy drugą. Cukier łączymy z łyżką oliwy. Robimy peeling. Po peelingu można wziąć pumeks lub tarkę i DELIKATNIE zetrzeć martwy naskórek. To samo robimy z drugą stopą. Na koniec rzecz bardzo ważna: pozostałą 1 łyżkę oliwy wcieramy w stopy i zakładamy skarpetki.

No i można bez wstydu założyć klapeczki. I na słoneczko:)

Ogórek

cucumber

Gdy padnie hasło „maseczka domowa” od razu myślę: ogórek. I widzę twarz pokrytą zielonymi plasterkami. Ogórek to klasyka! W zasadzie zastanawiam się dlaczego jeszcze nic o nim nie napisałam. Pewnie dlatego, że świeżego zielonego ogórka po prostu nie lubię.

Wartość żywieniowa ogórka polega głównie na smaku i usprawnianiu procesu trawienia. Owoce ogórka zawierają niewielkie ilości witamin i składników mineralnych. Pomagają w usuwaniu nadmiaru wody z organizmu i dlatego znajdują zastosowanie w dietach odchudzających. Większość składników znajduje się nie w miąższu, lecz w skórce. Surowe owoce są dla niektórych osób ciężkostrawne. Surowe owoce zawierają askorbinazę, enzym, który utlenia witaminę C. Surowych owoców nie należy mieszać np. w sałatkach z innymi warzywami, takimi jak pomidory czy papryka, gdyż ich wzajemne działanie eliminuje witaminy. Dzięki zdolnościom regeneracyjnym soku ogórkowego, znalazł on zastosowanie w kosmetyce.

Maseczka ogórkowa rzekomo rozjaśnia, wybiela, nawilża i zmiękcza cerę. Skuteczna w walce z przebarwieniami i piegami. Ponoć działa przeciwzmarszczkowo. Odświeża, ściąga rozszerzone pory.

Poszperałam w sieci i znalazłam kilka receptur. Ubiegły tydzień minął mi zatem pod znakiem ogórka.

Maseczka ogórkowa (!klasyka!):

Świeży ogórek powinien zostać pokrojony na plasterki. Nałożyć na twarz na ok. 30 min., świeży sok z ogórka delikatnie wklepać w skórę pod oczami. Nie zmywać wodą. Albo: położyć cienkie plasterki ogórka na twarz i powieki. Po 20 min. zdjąć plasterki nie zmywając skóry wodą. Dla skóry bardzo wysuszonej zaleca się starty ogórek wymieszać z tłustym twarogiem.

Maseczka ogórkowo – śmietanowa (dla skory suchej):

Średni świeży ogórek obrać dokładnie ze skórki. Zetrzeć drobno na tarce i wymieszać z sokiem, który się oddzielił. Do papki Dodać 2 łyżki śmietany. Nałożyć na twarz na ok. 15 min. Zmyć letnią wodą.

Maseczka twarogowo-ogorkowa:

Składniki:

2 czubate łyżki twarogu

1/4 ogórka.

Zmieszać twaróg i umyty starty (drobno) wraz ze skórka ogórek. Mieszaniną posmarować twarz i szyję, spłukać po 20 minutach zimną wodą.

Maseczka ogórkowa z białkiem:

Wygładza i ściąga rozszerzone pory, działa pojędrniająco. Zalecana zwłaszcza przy cerze skłonnej do łojotoku i zwiotczałej.

Składniki:

ogórek

białko z jajka.

Na drobnej tarce zetrzyj świerzy ogórek, następnie wyciśnij sok przez sito. Ubij na sztywno białko i wymieszaj pianę z niewielką ilością soku ogórkowego. Papkę nanieś na twarz. Po około 20 minutach zmyj letnią, przegotowaną wodą.

Maseczka ogórkowa z mąką ziemniaczaną:

Składniki:
pół świeżego ogórka, łyżka mąki ziemniaczanej.

Pół ogórka obieramy ze skóry, ścieramy na tarce i odciskamy nadmiar soku. Dodajemy łyżkę mąki ziemniaczanej. Mieszamy całość i nakładamy ją na twarz na ok. 20 minut, po czym zmywamy chłodną wodą.

Maseczka ogórkowo-cytrynowa:

Wyciskamy sok z ogórka, mieszamy z sokiem z cytryny w proporcji 2:1. Dodajemy mąki ziemniaczanej, aby powstała gęsta papka. Nakładamy na twarz, zmywamy gdy zaschnie.

Tonik ogórkowy:

Umyć i wycisnąć sok z połowy obranego ogórka. Włożyć do garnuszka i gotować na małym ogniu przez pięć minut. Poczekać aż wystygnie, przecedzić i dodać jedną łyżeczkę wyciągu z oczaru wirginijskiego (do kupienia w sklepach zielarskich) na każde dwie łyżki soku ogórkowego. Przechowywać w lodówce.

No ale ja jestem jednak dość leniwa. A ogórków w plasterkach na twarzy wprost nie cierpię. Nie można się poruszyć, bo od razu spadają. Jeść ogórków też nie lubię, bo jest dla mnie ciężkostrawny. Ale… posiekałam ogórka w plasterki i pocierałam delikatnie nimi skórę twarzy. Każdym plasterkiem „miziałam” się tak długo, aż wycisnęłam z niego wszystkie soki. Efekt? Skóra lekko rozjaśniona, nawilżona ale w taki średnio przyjemny sposób, bo czułam się dość hmmm… lepko, twarz była jakaś taka klejąca…  Nie zauważyłam, żeby jakoś drastycznie zmniejszał pory.

Można jeszcze zatrzeć ogórek na tarce i spróbować przemywać twarz samym sokiem.

A dla fanów ogórka – piosenka:

Wesołych Świąt!

Zastanawiacie się, co zrobić z nadmiarem rzeżuchy? Zjeść? Ileż można… Wyrzucić? Szkoda… Czekać aż zgnije? Bleee…

Na pomoc przyszło mi świąteczne wydanie Wysokich Obcasów. Otóż rzeżuchę można wykorzystać równiż w celach kosmetycznych. Obcasy proponują maseczkę do twarzy (wybielającą i ściągającą) oraz kurację do włosów przetłuszczających się.

Wybielająca maseczka do twarzy

Składniki:

dwie garści rzeżuchy

łyżka miodu

Sposób przygotowania:

Rzeżuchę miksujemy, dodajemy łyżkę miodu, mieszamy, nakładamy na twarz. Zmywamy po 20 minutach.

Dziwna to maseczka. Spowodowała lekkie szczypanie twarzy i oczu. Spływający do oczu miód (łyżka to chyba jednak zbyt dużo) powodował swędzenie. Nie wytrzymałam dwudziestu minut. Okrężnymi ruchami  wmasowałam w skórę i okazało się, że ta maseczka jest doskonałym peelingiem! Polecam do skóry tłustej. Doskonale pochłania nadmiar sebum. Po wszystkim okazało się, że może i nie jestem „wybielona” ale na pewno gładka, zarumieniona i totalnie matowa.

Maseczka ściągająca pory.

Wykonanie – tak jak w przypadku maseczki wybielającej. Zamiast miodu dodajemy roztrzepane kurze białko. Nie próbowałam w tej kombinacji, ale zachęcam (jajko faktycznie ściąga skórę). Można się dzielić doświadczeniami (mile widziane).

Kuracja do włosów przetłuszczających się.

Biorąc pod uwagę fakt, że rzeżucha pięknie matowi skórę i pochłania nadmiar sebum, może się okazać, że zbawiennie działa na przetłuszczające się włosy. Obecnie nie jest to moim problemem, więc nie próbowałam, ale zapraszam do przetestowania.

Składniki:

garść rzeżuchy (dwie przy długich włosach)

szklanka wody

Sposób przygotowania:

Rzeżuchę miksujemy z wodą na papkę. Podgrzewamy do zagotowania i gotujemy 10 minut. Odcedzamy. Po wystygnięciu nakładamy na umyte włosy. Pozostawiamy na 20 minut.

Jeśli macie jakieś pomysły na kosmetyczne wykorzystanie świątecznych resztek – piszcie w komentarzach lub na facebooku.

Kosmetyki robione w domu – za czy przeciw?

Co o tym myślicie?

Artykuł pochodzi z VEGE NR 3/2010 (20) MARZEC.

ARTYKUŁ

Kolorówka.com

Jakich używacie podkładów? Ja osobiście uwielbiam podkłady mineralne. Teraz używam L’Oreal True Match Minerals ale nie jest ideałem… O ile w US jest o wiele więcej odcieni, tak w naszym kraju bieda… Zawsze chciałam spróbować Bare Escentuals ale musiłabym zamówić w US właśnie…

Za co lubię podkłady mineralne? Są zdecydowanie zdrowsze dla skóry, bo ich skład został zminimalizowany. Ładnie rozprowadzają się na skórze (pędzel kabuki), a efekt kryjący jest zadawalający. No i nie brudzę sobie rąk przy aplikacji.

Jak zrobić sobie podkład mineralny w domu? I czy da się to zrobić?

Tak. Da się. Raczej nie zrobimy go z produktów zakupionych w spożywczym, ale są takie sklepy, w których dostaniemy to, co do uzyskania takiego podkładu jest niezbędne.

Niniejszym przedstawiam Kolorówkę.

Oprócz szerokiego wyboru pigmentów i półproduktów, znajdziemy tam także receptariusz. Wybór jest ogromny. Możemy więc samodzielnie robić podkłady, cienie, błyszczyki, róże, bronzery, pomadki, mascary… Mało tego – dostaniemy tam woski i masła. Ba! Jest nawet dimetikon, więc spokojnie można ukręcić sobie idealną bazę pod makijaż.

Olejki domowej roboty – cz. 3

Do pozyskiwania ekstraktu z ziół metodą maceracji potrzebne są zioła suszone. Postępujemy z nimi tak, jak z cytrusami i kwiatami. Czasem mamy do czynienia z „trudniejszymi” ziołami, czyli takimi, które mają postać korzeni (żeń-szeń). Dla nich powinno stosować się inną metodę.

Składniki:

rozdrobniony korzeń żeń-szenia

woda

olej roślinny

szklana miska

rondel (garnek)

Sposób przygotowania:

Do szklanej miski wrzucamy rozdrobniony korzeń i zalewamy go olejem roślinnym, tak aby był całkowicie przykryty. Do rondla wlewamy wodę. Szklaną miskę z olejem i korzeniem wkładamy do rondla tak, aby swobodnie w nim pływała nie dotykając dna. Gotujemy 0k. 2-3 godzin na wolnym ogniu. Obserwujemy poziom wody w rondlu i w razie potrzeby uzupełniamy. Po tym czasie nasz olejek powinien być gotowy. Musimy teraz oddzielić korzenie od tłuszczu.Używamy w tym celu tkaniny. Dokładnie wszystko wyciskamy. Przechowujemy w ciemnej butelce. Jeśli naszym tłuszczem będzie oliwa z oliwek, a konserwantem kilka kropli witaminy E, wtedy możemy taki olejek przechowywać w suchym miejscu przez okres jednego roku (maksymalnie). Ważne jest aby użyte przy ekstraktacji naczynia były czyste.

Przyprawy to produkty pochodzenia roślinnego, więc nie będę szczegółowo opisywać procesu ich pozyskiwania. Informacje, które wcześniej podałam odnoszą się także do przypraw. A przepis na olejek cynamonowy znajdziecie tutaj. Tak jak w przypadku ziół, tak i tutaj sprawdza się zasada, że do przypraw twardych, korzennych przyda się metoda z kąpielą wodną. Wymaga trochę czasu i uwagi, ale nie trzeba bardzo długo czekać na efekty.

Za każdym razem, gdy chcemy zrobić sobie olejek z jakiejś rośliny, powinniśmy się dokładnie z nią zapoznać. Ważne jest jakie ma właściwości, jak jest zbudowana. To pomaga w wyborze odpowiedniej metody pozyskiwania, a później pomoże nam dobrze wykorzystywać spreparowane olejki. Jeśli robicie samodzielnie mydła, balsamy, olejki do masażu, perfumy, maście, jeśli jesteście fanami aromaterapii – moje porady powinny być użyteczne.

Olejki domowej roboty – cz.2 olejek cytrynowy

Ostatni wpis dotyczył głównie kwiatów. Dziś będzie o olejkach cytrusowych.

  • Cytrynowy – lekko stymulujący, obniża ciśnienie krwi. Ma odświeżający zapach. Łagodzi nadciśnienie, lęki, ociężałość umysłową, napięcia nerwowe, przeziębienia, katar, reumatyzm, artretyzm, żylaki, stany zapalne skóry, opryszczkę, łupież, egzemy, problemy okresu menopauzy.
  • Limonkowy – działa przeciwdepresyjnie, przeciwlękowo. Łagodzi zaburzenia psychiki związane z alkoholizmem, przeziębienia, reumatyzm, artretyzm, bóle głowy, stany zapalne gardła.
  • Mandarynkowy – uspokaja, łagodzi bezsenność, napięcia nerwowe, ogólne osłabienie, nadciśnienie, stany lękowe, irytacje, nudności, zaparcia, dolegliwości wątroby.
  • Pomarańczowy – uspokajający i przeciwdepresyjny. Łagodzi depresje, lęki, napięcia nerwowe, spazmy, napięcia mięśni, skurcze, podniecenie, bezsenność.

Olejki cytrusowe pozyskiwane są poprzez destylację skórek. Ale można pozyskiwać je także przez macerację.

Składniki:

kilka cytryn (pomarańczy, mandarynek, limonek)

tłuszcz pochodzenia roślinnego (np. oliwa z oliwek)

skrobak

słoik

Sposób przygotowania:

Najpierw skrobiemy skórkę z owoców. Umieszczamy starte skórki w słoiku i zalewamy oliwą tak, aby je zakrywała. I tak jak w przypadku kwiatów, odstawiamy na parapet w pełnym słońcu na 4 tygodnie. Wiem, że w Polsce 4 słoneczne tygodnie pod rząd to zjawisko niebywałe, więc w dni pozbawione słońca wstawiamy słoik do gorącej wody na kilka godzin. Raz dziennie mieszamy. Po 4 tygodniach pozbywamy się skórek, z których dokładnie wyciskamy resztki ekstraktu. Pozostawiamy na dobę w słoiku w suchym i chłodnym miejscu. Jeśli nie będzie w nim żadnych pływających cząstek nasz olejek jest gotowy. Przelewamy do ciemnej butelki i przechowujemy tak jak inne olejki domowej roboty – maksymalnie 2 miesiące.

Pamiętać należy o jeszcze jednej rzeczy: OLEJKI POZYSKIWANE PRZEZ MACERACJĘ NIE NADAJĄ SIĘ DO SPOŻYCIA. UŻYWAMY ICH WYŁĄCZNIE W CELACH KOSMETYCZNYCH I AROMATERAPEUTYCZNYCH. Jeśli chcemy pozyskać olejki, które można stosować doustnie, trzeba wyposażyć się w zestaw do destylacji parą wodną. Taki zestaw jest kosztowny ale oczywiście (jak niemalże wszystko) można zrobić go sobie w domu. Niestety pozyskiwanie olejków metodą destylacji jest bardzo czasochłonne…

O ziołach i przyprawach napiszę następnym razem.